Ziemia ogrodowa, brak oświetlenia i filtracji oraz rośliny wyłowione z pobliskich stawów. Jeżeli taki obraz akwarium staje Wam przed oczami, gdy słyszycie hasło „low-tech”, to macie naprawdę sporo do nadrobienia. Proste w obsłudze akwaria, które w minimalnym stopniu wykorzystują dostępne na rynku technologie, stają się coraz bardziej popularne. Co ciekawe, nie muszą wcale odstawać wyglądem od swoich „high-techowych” odpowiedników. W przeciwieństwie do nich są jednak dużo tańsze i mniej problematyczne dla akwarystów. Przekonałem się o tym na własnej skórze. 

Tekst i fot. Łukasz Ciszkowski

aquascaper, mistrz Europy organizacji EAC

Zanim jednak opowiem Wam o mojej przygodzie ze zbiornikami „low-techowymi” oraz o doświadczeniach z wymagającymi aranżacjami „high-tech”, wyjaśnijmy sobie, o co tak naprawdę chodzi w rozróżnieniu tych dwóch definicji i dlaczego aquascaping przebudował według mnie dotychczasowy porządek tego podziału.

Technika vs. prostota

Wszystko zaczęło się w latach 70. XX w., gdy coraz większą popularność zdobywały akwarystyka roślinna i zbiorniki holenderskie. To właśnie wtedy część akwarystów postawiła na rozwój technologii i rozwinęła metody nawożenia roślin. Akwaria roślinne wymagały silnego oświetlenia, wydajnej filtracji, dbałości o utrzymanie właściwych parametrów oraz nawożenia zbiornika dwutlenkiem węgla. Zapewnienie takich warunków i zakup odpowiedniego sprzętu były oczywiście dużo bardziej kosztowne. Wymagały również dużo więcej uwagi i doświadczenia. Stąd określenie „high-tech”, co w wolnym tłumaczeniu można rozumieć jako „zaawansowana technika”. 

Jak się zapewne domyślacie, przeciwwagą dla tego trendu stało się poszukiwanie najtańszych i najprostszych rozwiązań. Próbowano udowodnić, że akwarystyka nie musi być kosztownym i naszpikowanym gadżetami hobby. Tak powstało określenie „low-tech”, przez które można rozumieć używanie „prostych rozwiązań”. W tego typu zbiornikach używano najtańszej ziemi ogrodowej i żwiru oraz mało wymagających roślin. Akwarium było niejednokrotnie oświetlane światłem słonecznym lub zwykłą, pokojową lampką. Charakterystyczny były również: brak nawożenia, brak podmian wody innych niż dolewanie tej odparowanej, a także minimalna ingerencja w bieżące funkcjonowanie akwarium. Napowietrzanie i ogrzewanie wody stanowiło jedyny rodzaj techniki, choć nawet to nie stanowiło reguły.

Klasyczny podział vs. aquascaping

Koniec lat 90. XX w. i pierwsze dziesięciolecie XXI w. przyniosły nie tylko ogromny rozwój technologii i pojawienie się na rynku firm oferujących coraz więcej uniwersalnych rozwiązań. To także dużo większy dostęp do materiałów aranżacyjnych, szersza oferta roślin w sprzedaży i zestawy akwarystyczne z pokrywami zawierające podstawowe wyposażenie. Producenci zaczęli oferować na dużą skalę coraz tańsze i prostsze w obsłudze technologie. Przyczyniło się to nie tylko do wzrostu zainteresowania akwarystyką, lecz wpłynęło także na zmiany w podejściu do „low-techu”. To również okres popularyzowania się stylu „Nature Aquarium” (akwarystyka naturalna) i początki aquascapingu. Japoński fotografik i artysta Takashi Amano pokazał zupełnie nowy obraz akwarystyki, ukazując ją jako sztukę aranżowania podwodnych krajobrazów, ale także jako nowy sposób postrzegania nowoczesnego „low-” i „high-techu”. W jego pracach najważniejsze nie były rośliny i ryby. Najważniejsza była aranżacja, czyli zaprojektowane wnętrze zbiornika – niezależnie od tego, czy oznaczało to zastosowanie prostych czy zaawansowanych roślin i jakiej techniki wymagało dane dzieło. W moim odczuciu taka interpretacja akwarystyki w dużym stopniu zmieniła pojęcie „low-tech”.

Nowoczesny „low-tech”, czyli jaki?

Współczesna akwarystyka najczęściej rozgranicza „low-tech” i „high-tech” ze względu na dozowanie dwutlenku węgla. To na pewno znacząca różnica wpływająca na prowadzenie zbiornika, zarówno pod kątem kosztów, jak i pielęgnacji roślin. Nie mniej ważny wydaje się rodzaj podłoża użytego dla roślin. Do typowych zbiorników „high-techowych” jest używane podłoże aktywne typu „soil”. To spieczona, granulowana ziemia ze składnikami odżywczymi i właściwościami mającymi znaczenie dla rozwoju roślin. Jej zadaniem jest np. absorbowanie fosforu, obniżanie twardości, regulowanie pH czy dostarczenie dużej ilości minerałów od momentu zalania zbiornika. Producenci zrozumieli jednak, że nie każdy poradzi sobie z takim podłożem. Dlatego w ostatnich latach coraz popularniejsze stają się podłoża oparte na naturalnych, drobnych kruszywach wspomagających wzrost roślin.

Oferta filtrów wewnętrznych, kaskadowych i kubełkowych oraz ich dostępność we wszystkich półkach cenowych sprawiła, że rodzaj filtracji przestał być utożsamiany ze sposobem prowadzenia akwarium. Choć zapewne znajdą się tacy, którzy będą uznawać tylko najtańsze i najprostsze filtry jako te odpowiadające schematowi „low-techu”. Moim zdaniem jest to jednak kwestia drugorzędna. Podobnie z oświetleniem. Na rynku lamp oświetleniowych dominuje obecnie technologia LED. Możemy spotkać tak szeroką ofertę cenową i tak wiele rozwiązań, że zarówno zaawansowana, jak i prosta technika prowadzenia zbiorników wykorzystuje często te same lampy. 

Co jednak z wyborem roślin, czyli jednym z głównych powodów poza kosztami, dla których kilkadziesiąt lat temu powstał ten klasyczny podział? To moim zdaniem najciekawsza zmiana względem poprzednich dziesięcioleci. Dzięki spopularyzowaniu i dostępności kilkuset różnych gatunków roślin i ich odmian jesteśmy w stanie dobrać do zbiornika i aranżacji taką florę, która poradzi sobie z każdymi warunkami. Oczywiście wszystko ma swoje ograniczenia. Mam jednak wrażenie, że zmiana postrzegania zbiorników „low-techowych” w dużej mierze wynika z ogromnego rozwoju segmentu roślin akwariowych.

Jak założyć i prowadzić nowoczesny low-tech?

Możliwość założenia „low-techa” pojawiła się szybciej, niż myślałem. Podczas jednej z rozmów zostałem zapytany, czy podjąłbym wyzwanie i stworzył akwarium „low-techowe”. Tak narodził się pomysł stworzenia Akademii Seachema. Zadanie było o tyle trudne, że miałem cały ten proces dodatkowo nagrać i opowiedzieć tak, aby inni akwaryści mieli łatwiejszą drogę i wiedzieli, jak uzyskać porównywalny efekt.

Bazą projektu było akwarium o wymiarach 60x40x40 cm. Chciałem pokazać, że można założyć i z powodzeniem prowadzić zbiornik, używając do tego produktów wyłącznie jednej marki. Wtedy zaczęła się moja przygoda z podłożem, którego wcześniej nie używałem. Stworzyłem prostą aranżację opartą na kilku korzeniach Iron Wood i skałkach Dragon Stone. Wybrałem dużo różnych roślin, aby pokazać, jak będą się zachowywały w warunkach bez nawożenia CO2 i wspomagania w postaci podłoża aktywnego typu „soil”. Byłem zaskoczony, jak przewidywalne i stabilne jest działanie podłoża Flourite. Do tego stopnia, że pozostałem przy nim w kolejnych moich realizacjach. Duża masa roślinna oprócz żyznego podłoża potrzebuje też odpowiednio zbilansowanego nawożenia. Bardzo pomocne okazały się kalkulatory nawożenia, które Seachem umieścił na swojej stronie internetowej. Przeszedłem z tym akwarium przez cały proces dojrzewania, pielęgnacji i serwisowania. Utwierdziłem się w przekonaniu, że sztandarowe produkty typu Prime, Stability czy Pristine naprawdę potrafią zrobić dobrą robotę. Testowałem różne rozwiązania. Pokazałem nawet, jak można zaniedbać takie akwarium i doprowadzić do pojawienia się w nim glonów, a następnie poradzić sobie z nimi kilkoma prostymi zabiegami. Wszystkie materiały udostępnione zostały na kanale YouTube Seachem PL, dzięki czemu można do nich wracać bez ograniczeń. Gdybyście z kolei chcieli zobaczyć ten zbiornik na żywo, to znajduje się obecnie w największej w Polsce galerii akwariów słodkowodnych AQUA SHOW w Warszawie.

Łukasz Ciszkowski

www.seachem.pl 

Low-tech w praktyce

Tyle teorii. Jak w praktyce wygląda tworzenie aranżacji i prowadzenie zbiorników tego typu? Z moich obserwacji wynika, że akwarystów zainteresowanych prowadzeniem zbiorników na ziemi ogrodowej i ortodoksyjnie podchodzących do definicji „low-techu” z lat 70., a nawet 90. XX w. jest coraz mniej. Nie oznacza to jednak wcale, że ubywa osób zainteresowanych akwariami prostymi w obsłudze, opartymi na naprawdę niezbędnym osprzęcie. Wbrew pozorom nie są to jedynie nowicjusze, którzy oczekują szybkiego i estetycznego efektu, któremu nie trzeba poświęcać zbyt wiele czasu. Często jest to wybór świadomy i obarczony wieloma doświadczeniami. 

Po zachłyśnięciu się rynku podłożami aktywnymi i jeszcze większymi problemami niedoświadczonych akwarystów (którzy nie potrafili nad nimi zapanować) coraz większą popularnością cieszą się rozwiązania, w których „można jak najmniej popsuć”. Warto przy tym zaznaczyć, że nie ma nic złego w podłożach aktywnych z tzw. spieczonej ziemi. Sam stosowałem je w wielu projektach konkursowych, a także w komercyjnych realizacjach. Takie podłoża potrafią dać świetne efekty i w wielu przypadkach bardzo ułatwiają prowadzenie akwarium. Mają jednak swoje wady i charakterystykę, bez znajomości której można wpędzić się w niezłe problemy. Trzeba również wiedzieć, jak dostosować nawożenie zbiornika do takiego podłoża. W wielu przypadkach już podczas sprzedaży i dystrybucji tego typu produktu zabrakło według mnie właściwej instrukcji postępowania. Szczególnie, że nie zawsze nasycenie składnikami odżywczymi jest oznaczone przez producenta informacjami typu „light”, „medium”, „intense” czy też zaleceniami postępowania (np. konieczności zalania zbiornika, a następnie wymiany całej wody i ponownego zalania). Doprowadziło to do pojawienia się wielu negatywnych opinii i wątpliwości, a następnie do poszukiwania innych rozwiązań – choć podłoże aktywne nadal pozostaje popularne i chętnie wybierane. Tak naprawdę to dzięki różnorodności i rozwinięciu się rynku akwarystycznego „low-tech” powrócił do łask, tylko tym razem w nowoczesnej formie.    

Moja pierwsza przygoda z „low-techem”

Jeżeli oglądaliście materiały na moim kanale YouTube (AquaCSK) lub śledziliście moje publikacje na Facebooku lub Instagramie, to nie będzie dla Was zaskoczeniem, że większość moich zbiorników i projektów jest opartych na silnym oświetleniu, podłączonym systemie CO2, nadfiltracji, podłożu aktywnym typu „soil” i regularnym nawożeniu zbiornika. Co istotne, zawsze staram się obserwować rośliny i reagować, jeżeli widzę pierwsze oznaki niedoborów. W ten sposób nauczyłem się dozować odpowiednie nawozy i wypracowałem swoje metody działania. Mogliście jednak zauważyć także zupełnie odmienne projekty.

Mój pierwszy „low-tech” powstał trochę z przypadku. Była to kostka 30x30x30 cm, którą założyłem z roślin i materiałów pozostałych z innych aranżacji. Traktowałem ją trochę jak pole eksperymentalne. Na początku podłączyłem nawet nawożenie CO2, ale szybko okazało się, że potrzebuję tego osprzętu do innego zbiornika, i zostawiłem ją samą sobie. Widziałem, które rośliny się przyjmują, którym czegoś brakuje i jak zbiornik zachowuje się bez regularnych podmian wody. Był nawet moment, że pozostawiłem ją bez filtracji, wymieniając tylko część wody co jakiś czas. Ten eksperyment sprawił, że zacząłem się zastanawiać nad założeniem „low-techowej” aranżacji i poprowadzeniem takiego zbiornika od początku. Tym razem w sposób świadomy, przemyślany i z nastawieniem na ciekawy efekt.

Kilka najczęściej powielanych stereotypów na temat prowadzenia low-techa

Brak podmian wody – niestety, wiele osób nadal uważa, że samo dolewanie odparowanej wody załatwia temat jej wymiany w zbiorniku. To błąd. Parująca woda nie wytrąca jednocześnie szkodliwych substancji. Pozostają one wewnątrz, zwiększając swoje stężenie. Przez pewien czas może się to wydawać nieistotne, jednak w dłuższej perspektywie będzie wpływać na kondycję mieszkańców naszego akwarium.

Słabe oświetlenie – często właściciele akwariów low-tech nie przykładają wagi do oświetlenia. Uważają, że jakakolwiek najtańsza lampa wystarczy, ponieważ nie mają wymagających roślin. W teorii można by bronić tego argumentu. W praktyce jednak dopracowane, bardziej zaawansowane zestawy oświetlenia oferują lepsze widmo światła, które wspomaga wzrost roślin. Dodatkowo przy odpowiednio dobranym oświetleniu ryby oraz rośliny lepiej się wybarwiają, co w zauważalnym stopniu wpływa na wygląd akwarium.

Nie używam chemii w akwarium – to najczęstsze stwierdzenie, jakie spotykam, przeglądając fora i grupy poświęcone akwarystyce low-tech. Oczywiście, takie podejście nie ma uzasadnienia. Każde akwarium wymaga nawożenia! Niedobory pierwiastków mogą powodować problemy ze wzrostem roślin, co w następstwie przełoży się na ich gnicie i rozkład, a to z kolei zapewni pojawienie się glonów.

Słaba filtracja – akwarium można prowadzić nawet bez filtra. Jednak takie podejście polecam tylko dla osób z większym doświadczeniem. Wydajna filtracja to podstawa dobrze funkcjonującego zbiornika.