Ruszyła akcja „Frontmani dla schronisk”, której partnerem jest firma Boehringer Ingelheim, a patronem Fundacja VIVA! Jej celem jest pomoc zwierzętom przebywającym w schroniskach oraz propagowanie świadomej profilaktyki przeciwpasożytniczej. O idei tej akcji rozmawiamy z jej ambasadorem, znanym aktorem Marcinem Dorocińskim.

Joanna Zarzyńska: Panie Marcinie, dlaczego zdecydował się Pan zaangażować w akcję „Frontmani dla schronisk”?
Marcin Dorociński: Ponieważ pomaganie jest dla mnie naturalne. Tak zostałem wychowany przez swoich rodziców. Trzeba pomagać tym, którzy nie mają głosu, którzy są od nas słabsi, którzy sami o siebie nie mogą zadbać. A tak bardzo często bywa w przypadku psów i innych zwierząt, które są porzucane i – jeżeli mają szczęście – trafiają do schronisk, gdzie zaopiekują się nimi wspaniali ludzie – pracownicy i wolontariusze. Nasza akcja ma na celu zwiększenie ilości tych osób, które będą regularnie przychodzić do schroniska i pomagać wszystkim potrzebującym zwierzakom, będą ich doglądać, będą wokół nich sprzątać, pomagać we wszystkich pracach, ale też będą je czesać, głaskać, wyprowadzać na spacery. Słowem, będą robić to wszystko, co robi się ze zwierzętami domowymi  Którzy będą podchodzić do swoich podopiecznych z cierpliwością i atencją oraz będą sprawdzać, czy nic im nie dolega. Bo to właśnie pracownicy i wolontariusze ze schronisk często jako pierwsi zauważają zmiany w zachowaniu zwierzęcia, tak, aby był czas na reakcję. Im więcej będzie takich ludzi tym lepiej, bowiem w schroniskach, z którymi rozpoczynamy współpracę jest ponad pięćset psów. To naprawdę strasznie dużo „młodszych braci” do obsługi. Im więcej będzie zaangażowanych w sprawę wolontariuszy, tym będzie coraz lepiej. Będzie można dotrzeć do większej ilości psów i pomóc im. A trzeba pomagać!


Ludzie chcą pomagać zwierzętom, a akcje takie jak ,,Frontmani dla schronisk” przyciągają tłumy nowych wolontariuszy.

 

Joanna Zarzyńska: Czy pierwszy pobyt w schronisku wiązał się dla Pana z dużymi emocjami?
Marcin Dorociński: Widok tak dużej ilości potrzebujących miłości zwierząt budzi ogromne emocje. To chwyta za serce. Te oczy wpatrzone w każdego wchodzącego, to nieustające szczekanie. Każdy, kto ma zwierzę domowe wie, jak dużo ciepła pies potrafi dać, ale jak wiele również go potrzebuje i jak się o nie dopomina. Mam wrażenie, że z każdym rokiem bezdomnym zwierzętom pomaga coraz więcej ludzi i jest na ten cel przeznaczane więcej środków. Schroniska są coraz czystsze i schludniejsze. A pracy jest tam naprawdę bardzo dużo. Ale zwierzęta które w nich przebywają są doskonale zadbane: wyleczone, odchowane, wygłaskane i gotowe do wyjścia, do adopcji, do podarowania komuś swoich uczuć.
Joanna Zarzyńska: Czy nie wydaje się Panu, że obecnie dużo więcej uwagi przykłada się do wychowania psa w schronisku, tak aby bezproblemowo zaadaptował się on do nowego domu?
Marcin Dorociński: Oczywiście, na tym właśnie polega odpowiedzialna praca ludzi w schronisku. Mam wrażenie, że świadomość i jakość tej pracy z każdym rokiem jest coraz lepsza. Świadomy pracownik czy wolontariusz nigdy nie wyda psa bez przeprowadzenia wywiadu środowiskowego. Przed adopcją jedzie się do człowieka czy też rodziny, która chce przygarnąć zwierzę i bardzo długo się z nimi rozmawia. Zadaje się pytania. Dlaczego akurat ten pies? Czy ten pies będzie dla tego kogoś odpowiedni? W jakich warunkach będzie przebywał? Czy ten pies nie będzie za duży? Czy nie potrzebuje więcej biegać? Adopcja musi być odpowiednio zaaranżowana i obie strony muszą wiedzieć, czego chcą. Trzeba rozważyć wszystkie „za” i „przeciw”. Nie można wziąć sobie na głowę zwierzęcia, jeżeli nie ma się do tego warunków. Wspaniałe jest to, że i społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, że wolontariuszy wciąż przybywa. Ta świadomość i chęć pomagania są po prostu niesamowite. To, że ludzie wolą adoptować psy niż je kupować. Dzięki tej wzajemnej pomocy wszyscy będziemy żyli długo i szczęśliwie .
Joanna Zarzyńska: A jak układały się Pańskie relacje z Pana podopiecznymi? Czy na początku było trudno?
Marcin Dorociński: Nie, w ogóle nie było trudno. Rózia jest wspaniałym psem. Zanim do nas trafiła przebywała dwa miesiące w schronisku. Została przerzucona przez bramę i porzucona w ten sposób. Szczęście w nieszczęściu, że trafiła do wspaniałego schroniska ze wspaniałymi ludźmi. Ale cały czas gdy się ją dotyka za kark, to momentami drętwieje. Widać, że dużo przeżyła. Ale mimo to jest wspaniałym, uśmiechniętym psem, który jest otwarty na wszystkich, na dzieci – wręcz uwielbia dzieci. Poddaje się dzieciom w zabawie. Ma dla nich anielską cierpliwość. Chlebek z kolei jest nieco inny. On ledwo przeżył, bo gdy trafił do schroniska był bardzo zarobaczony i zakleszczony. Został podrzucony w pudełku razem ze swoim rodzeństwem. Ledwo uszedł z życiem, ale już jak ta pomoc została mu udzielona to u nas w domu przez prawie dwa tygodnie po prostu spał. Jak już doszedł do siebie, to okazało się, że ma potwornie silny charakter i próbuje rządzić w domu. Na przykład pokazał Rózi, że można wejść na kanapę, bo jej samej nigdy przedtem nie przyszłoby to do głowy. Ale jest bardzo wrażliwym psem i przysłowiowym „bojącym dudkiem”, ale mimo to udaje szefa rodziny .
Joanna Zarzyńska: Akcja „Frontmani dla schronisk” w fajny sposób łączy dwie idee: propagowanie profilaktyki przeciwpasożytniczej psów oraz budowanie świadomości społecznej. Jak ludzie na nią reagują?
Marcin Dorociński: Bardzo pozytywnie. Wielu ludzi chciałoby bowiem pomóc, ale po prostu nie wiedzą jak to zrobić. Na stronie www.frontmanidlaschronisk.pl można się zgłosić, podpisać petycję, że chce się pomagać. Schronisko odpowie, zaprosi chętnego do pomocy na rozmowę podczas której zostanie ustalony zakres tej pomocy. Jego pracownicy wyjaśnią, że świadomość i regularność tego pomagania są bardzo ważne. Niezmiernie istotne jest też to, że zwierzęta ze schronisk przez cały rok dostają od firmy Boehringer Ingelheim zabezpieczenie medyczne przez chorobami przenoszonymi przez pasożyty, takimi jak np. babeszjoza. Są potrzebni ludzie, żeby te zwierzęta nakraplać, żeby obserwować je. Bo wiele chorób ze zwierząt może przejść później na nas – ludzi, dlatego jest to takie ważne. To nie tylko pomoc psom, ale to również dbanie o nas samych.

Marcin Dorociński został Laureatem Statuetki ZooBranży w kategorii „Akcja Społeczna”. Nagroda została przyznana za zaangażowanie w pomoc dla zwierząt przebywających w schroniskach oraz promowanie tej pomocy i zachęcanie do aktywnego udziału w opiece nad zwierzętami.

DOŁĄCZ DO EKIPY FRONTMANÓW!